Biuro Rachunkowe online – co to jest?

Obecnie w Polsce mamy już ponad dwa miliony zarejestrowanych działalności gospodarczych. Nie każdy przedsiębiorca ma czas i ochotę na zajmowanie się sprawami fiskusa i ślęczenie nad fakturami pilnując żeby wszystko było zaksięgowane zgodnie z przepisami. Większość przedsiębiorców decyduje się na przekazanie spraw innym firmom specjalnie do tego stworzonym – Biurom Rachunkowym.  Wystarczy raz w miesiącu „podrzucić” papiery i za stosunkowo niewielką odpłatę zostawić te sprawy w rękach specjalistów. Potem tylko informacja o wymiarach podatków i opłat można mieć spokojną głowę. W zasadzie gdyby zawsze tak było ten artykuł skończyłby się na samy wstępie.

            Niestety wszyscy wiemy, że nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Wyprawa do księgowego w godzinach urzędowania Biura może być czasem niemożliwa ze względu na brak czasu, dużą odległość, bądź po prostu brak chęci. Zdarza się też czasami, że potrzebujemy szczegółowych informacji odnośnie obrotów firmy, więc albo trzeba będzie znowu wybrać się do biura rachunkowego, albo zadzwonić do księgowego w nadziei że akurat w tej chwili będzie mógł spojrzeć w papiery i znaleźć interesujące nas dane. Dodatkowo zaganiani codziennymi obowiązkami możemy po prostu po ludzku zapomnieć o tym kiedy i ile podatku trzeba zapłacić. Żeby tylko można by było zminimalizować do minimum potrzebę kontaktowania się z księgowym, a dodatkowo mieć wszystkie informacje w zasięgu ręki…..

            Tu właśnie pojawia się biuro rachunkowe online. Cała księgowość odbywa się w chmurze internetowej. Współpraca z takim biurem jest banalnie prosta – skanujemy faktury i udostępniamy dla biura poprzez mail, chmurę internetową lub dysk online… i wszystko. Wykorzystując dostępne na rynku systemy do księgowości internetowej możemy po zalogowaniu się na swoje konto sprawdzić stan rozliczeń, podatki, opłaty ZUS itp. Co więcej – nie musimy szukać oprogramowania do faktur, na systemie księgowym wystawimy i wydrukujemy fakturę dla kontrahenta, a najlepsze jest to, że od razu tą fakturę widzi nasz księgowy. W ten sposób możemy wybrać sobie księgowego nawet z drugiego końca Polski, jeżeli tylko mamy taką potrzebę… Tak samo mamy nad wszystkim pieczę podczas wakacji za granicą – jeżeli tylko znajdziemy dostęp do internetu.

            Ok, zaraz zaraz! A co w przypadku kontroli z Urzędu Skarbowego, a księgowy jest gdzieś daleko? Urząd Skarbowy coraz chętniej sam korzysta z dostępnych usług teleinformatycznych. Poprzez system plików o jednolitej strukturze (JPK) które ma obowiązek przygotować biuro rachunkowe na wniosek organu – mają wszystko w wersji elektronicznej bez potrzeby wzywania przedsiębiorcy. Coraz częściej też fiskus dopuszcza wyjaśnienia złożone poprzez systemy teleinformatyczne. Tak więc duża odległość pomiędzy biurem rachunkowym a organem kontrolującym ma coraz mniejsze znaczenie.

            Czy nam się podoba czy nie, żyjemy w czasach cyfryzacji, coraz więcej usług może być wykonywana zdalnie internetowo. Jednolite Pliki Kontrolne wprowadziły fiskusa w XXI rok i proszę mi uwierzyć – ten system działa coraz sprawniej. W związku z tym biuro rachunkowe online nie jest już nowością, ale usługą, która wraz z ewolucją programów do księgowości internetowej będzie czymś powszechnym jak dzisiaj normalne „stacjonarne” biura.

            Biuro rachunkowe TOMIK-BIS również działa w systemie online na podstawie portalu W-Firma, co wielu klientów sobie chwali (nawet tych, którzy nadal dostarczają dokumenty w formie papierowej)

Samochód w firmie 2019 – czy warto się pospieszyć z kupnem?

Na rok 2019 Ministerstwo Finansów szykuje nam jeżeli nie rewolucję, to poważne zmiany w podatkach. Sam projekt nowelizacji ustaw podatkowych skierowany do konsultacji społecznych ma 150 stron, zaś uzasadnienie 350. Na konsultacje w sprawie tak ważnej jak nasze podatki, przy takich obszernych zmianach resort przeznaczył aż (tylko) dwa tygodnie.

Część propozycji zmian tyczy się rozliczania kosztów samochodu osobowego przeznaczonego do używania w firmie oraz w celach prywatnych. Sam fakt propozycji nie jest zaskoczeniem – na gruncie podatku VAT istnieje już pojęcie użytkowania samochodu w cyklu mieszanym, gdzie odliczyć można tylko 50% podatku od towarów i usług – wprowadzenie podobnych regulacji na gruncie podatku dochodowego było tylko kwestią czasu.

Pierwszą zmianą jest zwiększenie limitu kwotowego zaliczenia w koszty zakupu samochodu. Dotychczas wynosił on 20 tyś euro , limit zostanie zwiększony do 150 tyś zł. Niejako stosując się do zasady coś za coś, MF objęło limitem również samochody będące przedmiotem leasingu i najmu długotrwałego – dotychczas w ramach leasingu ten limit nie obowiązywał. Zdaniem niektórych komentatorów takie rozwiązanie sprawi, ze leasing przestanie być opłacalny – moim zdaniem – nie całkiem.

Następną poważną zmianą jest ograniczenie możliwości odliczania od dochodu kosztów eksploatacyjnych, oraz kupna tego auta. W projekcie resort ograniczył te koszty do 50% – co ma sens w korelacji z odliczeniem podatku VAT. Na dzień pisania niniejszego artykułu „ostatecznie” rząd zdecydował o zaliczeniu do kosztów podatkowych 75% wydatków. Czy zostanie 75% czy 50% – do czasu podpisania ustawy nikt nie może być pewien. I tutaj właśnie pojawia się rozwiązanie przy którym leasing auta nadal będzie opłacany – gdyż limit zaliczania kosztów eksploatacyjnych nie będzie obejmował opłat – rat leasingowych – te nadal w całości pozostaną kosztem uzyskania przychodu.

Zmiany obejmą też samochody wykorzystywane w działalności, nie będące zaś środkiem trwałym – czyli samochody prywatne, Zgodnie z projektem, przedsiębiorca nie będzie musiał już prowadzić tzw. kilometrówki, ale w koszty zaliczy tylko 20% wydatków na samochód

Wobec tego, jak odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule? Drogi przedsiębiorco – jeżeli planujesz kupić auto droższe niż 150 tyś (134 529 zł jeżeli jesteś płatnikiem VAT) – warto się pospieszyć z leasingiem takiego auta, a czasu jest niewiele. Nowe zasady będą obejmować auta wzięte w leasing nie po wejściu zmian, ale po ich ogłoszeniu. W przypadku leasingu aut tańszych pośpiechu nie ma. W razie kupna samochodu pośpiech już nam niewiele da. Jeżeli samochód ma być droższy niż 80 tyś euro, a tańszy niż 150 tyś zł – warto poczekać z zakupem do nowego roku. Zakup samochodu teraz daje nam tylko tyle, że miesięczne odpisy amortyzacyjne w tym roku będą w 100% kosztem uzyskania przychodu, a od nowego roku – cóż zgodnie z nowymi regulacjami/

Wątpliwości moje budzi tylko jeden fakt. Zgodnie z art. 22a ustawy o PIT środek trwały podlega amortyzacji wtedy, gdy jest wykorzystywany przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą (tylko i wyłącznie), tak samo z zaliczaniem wydatków na eksploatację danego środka trwałego w koszty. Czyli mamy rozdźwięk – z jednej strony ustawodawca mówi, że jeżeli używasz samochód firmowy do celów prywatnych możesz podatniku odliczyć tylko część kosztów, natomiast w innym zapisie mówi, ze używając środek trwały prywatnie kategorycznie nie masz prawa do odliczania żadnych kosztów z nim związanych.

Mam nadzieję, że nowe przepisy pozwolą na spokojne użytkowanie auta w firmie, a nie zaczną być pułapką dla przedsiębiorcy.

Należyta staranność, czyli jak nie zostać przestępcą

Trudno jest znaleźć działalność gospodarczą, która by nie wymagała kontaktu z jakimkolwiek kontrahentem. Jeżeli dodatkowo jesteśmy czynnym podatnikiem VAT i chcielibyśmy sobie odliczyć VAT naliczony (np. z tytułu poniesionych kosztów) może się nagle okazać, że staliśmy się ogniwem oszustwa podatkowego, a tym samym współwinnym tegoż przestępstwa. Łączy się to przede wszystkim z odpowiedzialnością za nasz „niecny występek” zarówno karną jak i skarbową. Ministerstwo Finansów utrzymuje, że przy dołożeniu „należytej staranności” przy transakcjach jesteśmy chronieni od współodpowiedzialności (a jeszcze lepiej, gdy jesteśmy w stanie tą tzw. należytą staranność udowodnić). Niestety na pytania i interpelacje poselskie w sprawie dokładnego określenia co to jest należyta staranność Ministerstwo Finansów milczy.

Tym niemniej MF utrzymując, że za wcześnie na przedstawienie stosownego dokumentu podatnikom, opracowuje dokument „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych” będący zbiorem wskazówek dla urzędników jak oceniać należytą staranność. Dość dziwna praktyka – wygląda tak, jakby urzędnicy poprzez nakładanie sankcji mieli przedsiębiorców nauczyć sposobu postępowania.

We wspomnianym dokumencie dołożenie należytej staranności podzielono na trzy warianty:

  1. Ocena na etapie rozpoczęcia współpracy z kontrahentem
  2. Ocena przy kontynuacji współpracy
  3. Ocena w razie płatności przy wykorzystaniu mechanizmu podzielonej płatności

W dwóch pierwszych wariantach wyodrębniono kryteria oceny – formalne i transakcyjne

Sprawdzenie kontrahenta pod względem formalnym polega na kontroli, czy podatnik jest zarejestrowany w stosownych rejestrach (CEIDG, KRS), sprawdzenie statusu podmiotu VAT (podatnik czynny, bądź nie), osobne sprawdzenie, czy podatnik nie został wykreślony z rejestru podatników VAT – a jeżeli tak, to za co?, sprawdzenie czy posiada wymagane koncesje i zezwolenia oraz czy osoby występujące w imieniu kontrahenta mają co do tego prawo.

Prawdziwa „zabawa” zaczyna się przy ocenie transakcji według kryterium transakcyjnego. Naszą uwagę powinna zwrócić sytuacja, gdy kontrahent nie ponosi ryzyka gospodarczego – czy na przykład jest pośrednikiem sprzedaży danego towaru bez angażowania do tego własnych środków. Ważny też jest sposób płatności – niedopuszczalny jest sztuczny podział transakcji po to, żeby można było zapłacić gotówką (poniżej 15 000zł). Musimy też sprawdzić, czy ewentualna zapłata przelewem idzie na konto kontrahenta, czy też na rzecz innego podmiotu (a już broń Boże na rachunek zagraniczny). Naszą uwagę powinien też zwrócić zbyt krótki termin płatności. Nasze wątpliwości powinna też wzbudzić cena jeżeli jest zbyt niska w stosunku do cen rynkowych, lub nagła zmiana profilu działalności kontrahenta bez uzasadnienia ekonomicznego.

Według MF podczas transakcji powinniśmy też ocenić czy kontakt z kontrahentem nie jest utrudniony. Najlepiej jest zapewnić sobie możliwość dokumentowania umowy z kontrahentem, a warunki umowy nie powinny zbytnio odbiegać od ogólnie uznanych w danej branży (kary umowne, ubezpieczenia itp.). Przy okazji  przyjrzyjmy się czy pod adresem podanym przez kontrahenta są jakieś oznaki prowadzenia działalności. Powinniśmy też ocenić, czy jego zaplecze techniczne pozwala na dokonywanie takich transakcji (np. brak magazynu przy dostarczaniu dużej ilości sprzętu AGD). Wątpliwa też jest transakcja ze spółką kapitałową, której kapitał zakładowy jest niewspółmiernie niski w stosunku do transakcji.

Ciekawą częścią kryterium transakcyjnego jest nieobecność kontrahenta w internecie (strona internetowa, profil na portalu społecznościowym itp.) – jeżeli taka obecność jest przyjęta w danej branży za normę.

W przypadku trzeciego wariantu (split payment) wystarczy (podobno) sprawdzić kontrahenta pod względem formalnym.

Co ważne pominięcie jakiegokolwiek kryterium i nie sprawdzenie pod jakimkolwiek aspektem powoduje, że nasza staranność przestaje być należyta.

Czy po tej lekturze drogi czytelniku nadal masz pewność, że jesteś w stanie dochować należytej staranności? A jeżeli tak, to uważasz że nie znajdzie się transakcja „wymykająca” się podanym kryterium? Czy na pewno masz czas na sprawdzanie wszystkich Twoich kontrahentów i wyręczanie w tym odpowiednie służby?

Przypuśćmy (oczywiście teoretycznie), że nie uda ci się dochować owej magicznej należytej staranności, a transakcja okaże się oszustwem mającym na celu wyłudzenie podatku VAT – co wtedy? Czy odpowiadać solidarnie z oszustem za przestępstwo podatkowe i narażać się na odpowiedzialność karną, bo pominąłem któreś ze wspomnianych wcześniej sprawdzeń (bo przecież miałem czas żeby sprawdzić resztę, a akurat tego nie sprawdziłem)? A może udać naiwnego i utrzymywać, że zaufałem człowiekowi, bo przecież on tak poczciwie wyglądał?

Niezależnie od tego jak odpowiesz na powyższe pytania, wiedz jedno – nic nie zastąpi zdrowego rozsądku.

Nowe ulgi w Konstytucji Biznesu

Nieustanna walka z wyłudzeniami podatkowymi powoduje coraz większe skomplikowanie przepisów, a tym samym prowadzenie własnej firmy staje się coraz trudniejsze. W zamian za to Minister Finansów, zdając sobie sprawę, że to właśnie drobna przedsiębiorczość jest motorem do rozwijania się krajowej gospodarki, stara się ułatwić przedsiębiorcom życie wprowadzając pakiet ustaw tzw. Konstytucji Biznesu, której część weszła w życie już 30 kwietnia 2018.

Największe udogodnienia czekają osoby mające zamiar rozpocząć działalność gospodarczą, lub tych co w ciągu ostatnich 5 lat nie prowadzili takiej działalności.

Pierwszą nowością jest tzw. działalność nieewidencjonowana. Ustawodawca dopuścił tutaj możliwość zarabiania pieniędzy bez potrzeby informowania o tym Urzędów (Skarbowego, Miasta, ZUS), bez dodatkowych opłat i obciążeń. Postawiono tylko jeden podstawowy warunek – należny przychód z tej działalności miesięcznie nie może przekroczyć połowy najniższego wynagrodzenia, a więc obecnie możemy sobie „bezkarnie” dorobić 1050 zł miesięcznie bez potrzeby tłumaczenia się przed urzędami. Po przekroczeniu podanej kwoty mamy obowiązek zgłosić naszą działalność w CEIDG

Drugą nowością dla osób otwierających własne firmy jest tzw. Ulga Na Start. Korzystający z tej ulgi przez pierwsze pół roku jest zwolniony z obowiązku opłacania składek społecznych ZUS – krótko mówiąc, płaci tylko składkę zdrowotną (obecnie 319,4 zł). Po tym czasie nadal ma prawo do dwuletniej ulgi na ZUS dla rozpoczynających działalność gospodarczą na zasadach dotychczas obowiązujących.

W momencie decyzji korzystania z powyższych udogodnień, musimy zdawać sobie jednak sprawę z ograniczeń z nimi związanymi. Osoba zarabiająca w ramach działalności nieewidencjonowanej nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, a co za tym idzie nie ma prawa do świadczeń zdrowotnych w ramach NFZ. Tak więc jeżeli nie mamy innego prawa do ubezpieczenia zdrowotnego, wybór takiego rozwiązania jest moim zdaniem dosyć ryzykowny.

Podobnie w przypadku „Ulgi na start” musimy wiedzieć, że okres korzystania z tej ulgi nie będzie zaliczany przez ZUS do okresu składkowego w przypadku naliczenia świadczeń socjalnych. W składce ubezpieczenia społecznego ZUS jest również możliwość dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego (w przypadku choroby przedsiębiorcy ZUS wypłaca świadczenie chorobowe) – takiej możliwości osoba korzystająca z „Ulgi na start” też będzie pozbawiona.

Wspomniany pakiet ustaw wprowadza więcej nowości, wśród których należy wspomnieć o tzw. domniemaniu niewinności podatnika, co powinno mieć bezpośredni wpływ na postrzeganie podatnika przez Urzędy Skarbowe – co jak wynika z moich obserwacji ma właśnie miejsce.

Nie da się zaprzeczyć, że jest to krok w dobrym kierunku, ale nie wiem czy ten krok nie okaże się zbyt skromny – osoba poruszająca się tzw. tip-topem może i porusza się do przodu, tylko pytanie gdzie i kiedy ona dojdzie?

Quo Vadis VAT?

Jak już wcześniej pisałem Ministerstwo Finansów nie składa broni w walce z oszustami podatkowymi. Pomimo niezaprzeczalnych sukcesów w tym temacie, nadal są prowadzone prace w kierunku nowelizacji Ustawy o podatku od towarów u usług.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów jest wprowadzenie tzw. zasady bezpodstawnego wzbogacenia się podatnika. Przyznam, ze na samą nazwę podatnik może reagować nerwowo – ale nie jest tak źle. Chodzi o to, że kiedy przez jakiś czas naszą usługę będziemy opodatkowali wyższym podatkiem VAT, a następnie w wyniku kontroli/interpretacji dowiemy się, że mamy jednak prawo do niższego podatku – powinniśmy złożyć korekty deklaracji VAT. Naturalnie z takiej korekty wyniknie nadpłata VAT, którą możemy jednak nie otrzymać. Zdaniem MF ciężar wyższego podatku VAT ponosi kupujący, a nie podatnik – więc jeżeli nie wykażemy, że jesteśmy w stanie „rozdać” tą nadwyżkę klientom, którzy za to faktycznie zapłacili – fiskus nie odda tych pieniędzy, gdyż nie nam się one należą, Wątpliwości moje budzą  dwie rzeczy – pierwsza, że ten mechanizm liczy się tylko w przypadku nadpłaty, a przecież w przypadku zaniżenia podatku – to klienci płacą mniej (według rozumowania MF). Druga wątpliwość znacznie poważniejsza, na którą wskazują również komentatorzy – w przypadku wstrzymania oddania nadpłaty podatku – to Skarb Państwa się „bezpodstawnie wzbogaci” – bo przecież nie odda tych pieniędzy „pokrzywdzonym konsumentom”

Zmienią się też zasady wykreślania podatnika z rejestru VAT, jak również powtórnego jego przyjęcia. Obecnie Naczelnik Urzędu Skarbowego może m.in. wykreślić podatnika w przypadku gdy podatnik nie istnieje, lub mimo podjętych prób nie ma możliwości kontaktu z podatnikiem. Obecnie, jeżeli podatnik udowodni, że prowadził działalność opodatkowaną – może zostać przywrócony do rejestru (nawet z mocą wsteczną). W myśl zmian przywrócony do rejestru może być podatnik, który nie złożył deklaracji VAT sprzed pół roku, ale w ciągu dwóch miesięcy od wykreślenia z rejestru złoży zaległe deklaracje wraz z wnioskiem o przywrócenie do rejestru. Możliwe też będzie złożenie deklaracji zerowych, ale tylko w przypadku, ze będzie to podyktowane rodzajem działalności. W innych przypadkach – podatnik musi od nowa zarejestrować się jako podatnik VAT.

O następnym pomyśle MF w walce z oszustami podatkowymi pisałem w artykule „Czy czeka nas koniec faktur do paragonu?”

MF również wyłączy z możliwości zwolnienia z VAT wszystkich podatników handlujących przez internet elektroniką (również RTV i AGD), oraz usługi ściągania długów.

Trudno wspomniane zmiany nazwać rewolucyjnymi. Wszystko wskazuje na to, że pomimo obietnic uproszczenia systemu podatkowego, proces uszczelniania podatków wymusi wręcz odwrotny skutek – przepisy staną się bardziej restrykcyjne, skomplikowane i pełne pułapek. Czy  to jest dobry kierunek?

Jak korzystnie wybrać formę opodatkowania?

Do 20 stycznia każdego roku każdy przedsiębiorca może zmienić formę opodatkowania podatkiem dochodowym. Przedsiębiorca rozpoczynający działalność określa taką formę z góry podczas rejestracji firmy w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Osoby fizyczne mają do wyboru cztery formy opodatkowania:

  • Kartę podatkową
  • Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych
  • Opodatkowanie według skali podatkowej
  • Podatek liniowy

 

Karta podatkowa jest najprostszą formą opodatkowania. Podatnik nie nalicza sobie podatku – to naczelnik urzędu skarbowego w drodze decyzji określa wysokość karty. Wysokość podatku jest uzależniona od wielkości miejscowości w której usługi są wykonywane, wielkości zatrudnienia i rodzaju świadczonych usług. Co ważne wysokość podatku nie zależy od faktycznego dochodu. Niestety możliwość opodatkowania tą formą podatku jest ograniczona. Ten sposób opodatkowania jest przeznaczony tylko dla niewielkich firm usługowych prowadzących tylko określony rodzaj działalności, które świadczą usługi na rzecz osób fizycznych.

 

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest podobnie jak karta podatkowa zryczałtowaną formą opodatkowania. W tym przypadku opodatkowaniu podlega przychód (pomniejszony o wpłaty na ubezpieczenie społeczne). Stawki ryczałtu zależą od tego, z jakiego tytułu pochodzi dany przychód (uwaga! nie od ogólnej działalności, więc każda część przychodu może być inaczej opodatkowana). Stosowanie tej formy opodatkowania jest ograniczone przede wszystkim przez przychód w roku poprzednim (nie może przekroczyć 250 000 €). Należy też upewnić się, czy dana działalność nie jest wyłączona z możliwości „opodatkowania ryczałtem”. Kiedy wybrać tą formę? Taka forma opodatkowania oprócz tego, że jest formalnie prosta i łatwa do obliczenie, opłaca się kiedy udział przewidywanych kosztów działalności jest niewielki w stosunku do przychodu. Dla ułatwienia i ze sporym uproszczeniem można określić, że w przypadku najbardziej powszechnej stawce ryczałtowej (8,5%), koszty nie powinny przekraczać połowy przychodu.

 

Opodatkowanie według skali podatkowej, czy tzw. opodatkowanie na zasadach ogólnych jest najbardziej powszechnym rodzajem opodatkowania. Opodatkowaniu w tym przypadku podlega faktyczny dochód przedsiębiorcy (przychód pomniejszony o koszty jego uzyskania) stawką 18%. Teoretycznie jest to najbezpieczniejsza forma opodatkowania, ale musimy pamiętać o jednym- każda złotówka  dochodu powyżej progu podatkowego (85 528,00 zł) jest opodatkowana aż 32 %. W związku z tym, jeżeli jest prawdopodobieństwo, ze roczny dochód przedsiębiorcy przekroczy 100 tyś zł, powinien zawczasu (do 20 stycznia!) zmienić formę opodatkowania na opisaną poniżej.

 

Podatek liniowy – bardzo podobny do opodatkowania na zasadach ogólnych, różnica polega na tym, że bez względu na wysokość dochodu podatnik opłaca podatek dochodowy według jednej, stałej stawki 19%. Niestety wybór tej formy opodatkowania wyklucza możliwość wspólnego rozliczenia z małżonkiem (małżonką), oraz korzystania z niektórych zwolnień podatkowych (między innymi za dzieci). Co ważne tego typu formy opodatkowania w pierwszym roku prowadzenia działalności nie mogą wybrać podatnicy, którzy świadczą usługi byłym pracodawcom (samozatrudnienie).

 

Decyzja o wyborze opodatkowania nie jest prosta, a od naszej decyzji zależy ile pieniędzy z naszej pracy zostanie nam w kieszeni. Powyższy tekst jest tylko bardzo ogólną i uproszczoną próbą przedstawienia opcji i kryteriów wyboru. Najlepiej przed pochopnym podjęciem decyzji skonsultować się ze swoim księgowym. W razie wątpliwości – zapraszamy do naszego biura.

Nie trzeba czekać z zakupem środków trwałych do przyszłego roku

Pośród różnych pomysłów Ministerstwa Finansów i nowelizacji prawa podatkowego na pewno na uwagę zasługuje podniesienie limitu wartości początkowej środków trwałych, której nie da się jednorazowo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu z dotychczasowej 3 500 zł do 10 000 zł (od stycznia 2018)

Co to oznacza dla podatnika? Zakup środka trwałego (maszyny, samochodu czy innych rzeczy przyjętych do użytkowania na okres ponad jednego roku) do kwoty 10 tyś będzie można od razu wrzucić w koszty – co od razu obniży podatek dochodowy – czyli jest to ukłon w kierunku podatników.

Nie trzeba jednak czekać z tym zakupem do Nowego Roku – będzie można skorzystać z nowego limitu za środki trwałe zakupione wcześniej, o ile zostaną przyjęte do używania już w roku 2018. Należy pamiętać, że wtedy właśnie środek trwały zostanie zamortyzowany – więc obniżenie podatku dochodowego nie będzie za miesiąc w którym dokonaliśmy zakupów, a za miesiąc wprowadzenia środka do użytku.

Warto tu wspomnieć o obowiązującej już od lipca 2017 możliwości jednorazowej amortyzacji zakupionych fabrycznie nowych środków trwałych (jednego lub kilku) o początkowej wartości od 10 tyś zł do 100 tyś złotych. Niestety z takiej możliwości wyłączone są zakupy niektórych środków trwałych (m.in. nieruchomości i samochody). Dla osób korzystających z jakiejkolwiek formy pomocy de-minimis ważna jest informacja, że ta amortyzacja jest poza tą pomocą, wiec nie ma wpływu na jej limit.

Jak już wcześniej wspomniałem nadal jest możliwa jednorazowa amortyzacja środków trwałych w ramach pomocy de-minimis pod określonymi warunkami – po szczegóły zapraszam do kontaktu.

Od stycznia wysyłamy JPK – to znaczy co?

Tyle ostatnio się słyszy o plikach JPK – huczy o tym radio, telewizja, prasa. Ale co to znaczy dla zwykłego podatnika?

Na wstępie rozszyfrujmy co to jest JPK. Jednolity Plik Kontrolny – format pliku, który pozwala Ministerstwu Finansów odczytać z niego dane niezależnie od systemu z którego został wysłany. Ma to dodatkowo uszczelnić luki podatkowe i w przyszłości umożliwić zdalną kontrolę podatnika.

Jeżeli nie jesteś płatnikiem VAT – nie masz żadnych dodatkowych obowiązków, chyba że…. właściwy Urząd Skarbowy w toku e-kontroli podatkowej zażąda przesłanie pliku JPK_PKPIR (JPK_EWP dla podatników rozliczających się podatkiem zryczałtowanym) lub JPK_FA – obowiązek wysyłania takich plików na wezwanie będzie od 1 lipca 2018.

Z kolei płatnik VAT zobowiązany jest dodatkowo co miesiąc (nawet jak składa deklarację kwartalną VAT-7K) przesłać plik JPK_VAT obligatoryjnie – bez wezwania.

Niestety tych czynności nie jesteśmy w stanie wykonać ręcznie, ani zanieść tego do okienka w urzędzie. Jeżeli więc podatniku wypisujesz faktury ręcznie – masz ostatni dzwonek na rozejrzeć się za programem umożliwiającym generowanie plików JPK.

Biuro Rachunkowe „Tomik-Bis” w ramach współpracy oferuje dostęp do takiego systemu. Zapraszamy.

 

Czy czeka nas koniec faktur do paragonu?

Jak już wcześniej pisałem Ministerstwo Finansów nieustannie szuka sposoby na uszczelnienie worka z napisem „Podatki”. Tym razem ofiarą padną faktury VAT wystawiane na podstawie paragonów z kas fiskalnych.

Dzisiaj wystarczy przedstawić paragon sprzedawcy nawet sprzed 3 miesięcy żeby mieć prawo żądania wydania faktury. Po wejściu w życie projektowanej nowelizacji, aby wystawić fakturę, taki paragon będzie musiał być opatrzony numerem identyfikującym kupującego (NIP)

Ministerstwo Finansów zwróciło uwagę, że sam fakt posiadania paragonu nie jest dowodem poniesienia kosztu. To znaczy – fakt poniesienia kosztu jest niezaprzeczalny – pytanie tylko kto ten koszt faktycznie poniósł?

Za przykład nieuczciwości (na moje ucho trochę zbyt często cytowany) jest podawany rzekomy pracownik stacji paliwowej, któremu udowodniono sprzedaż nieodebranych lub porzuconych paragonów za paliwo na kilka milionów złotych.

Trochę jesteśmy tego winni sami. Już od dłuższego czasu obserwuję niechęć klientów różnych sklepów do odbierania paragonów. Ale zgodnie z prawem paragon fiskalny powinien być wydrukowany i wręczony. Zazwyczaj kończy się to porzuceniem paragonu, lub też wyrzuceniem do śmieci – i tu się pojawia nieuczciwy przedsiębiorca (sic!), który zbiera takie bezpańskie paragony i zamienia później na faktury, na podstawie których obniża sobie należny podatek.

Tak się zastanawiam, czy przypadkiem nie wylewamy dziecka razem z kąpielą? Kiedy prosimy o fakturę na podstawie paragonu? Jak nazbieramy kilka paragonów i chcemy mieć z tego jedną fakturę, bądź Księgowy nam wytłumaczył, że ten zakup jest kosztem uzyskania przychodu (to tylko przykłady). Teraz kiedy będziemy za każdym razem mieli podawać ewentualnie swój NIP, to czyż nie będzie łatwiej wziąć od razu fakturę zamiast biegać z paragonem?

W razie czego zawsze mogę zwrócić towar i kupić go powtórnie – tym razem na fakturę… oprócz paliwa oczywiście.

Split Payment – co to za potwór i czy jest czego się bać?

W ramach walki z wszelkiego rodzaju wyłudzeniami podatkowymi Ministerstwo Finansów wprowadza coraz to nowe przepisy mające uprzykrzyć życie oszustom podatkowym. Takim rozwiązaniem jest też podzielona płatność tzw. Split Payment.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że płatność taka będzie dotyczyć tylko rozliczeń między podatnikami VAT i wyłącznie przy płatnościach przelewem. Rozwiązanie te nie będzie też obowiązkowe (na razie).

Na czym to polega? Według nowych przepisów płatność za faktury VAT będzie się odbywać za pomocą dwóch kont – netto na dowolny rachunek wskazany przez klienta i podatek VAT na specjalny dedykowany rachunek przeznaczony do rozliczeń VAT. Przy czym zdaniem MF powinno się to odbywać jednym przelewem.

MF ma nadzieję na objęcie tą metodą płatności jak najszerszą liczbę podatników VAT. W tym celu postanowiło zachęcić przedsiębiorców, każdy kto przystąpi do nowego rozwiązania może liczyć na:

  • odstąpienie od zasady solidarnej odpowiedzialności (dotychczas za ewentualną zaległość VAT odpowiada solidarnie sprzedawca i nabywca)
  • odstąpienie od nakładania dodatkowego zobowiązania podatkowego (w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości organ podatkowy może nałożyć na podatnika dodatkowe zobowiązanie)
  • brak stosowania podwyższonych odsetek w zaległościach podatkowych (odsetki karne za zaległość do 150% stawki podstawowej)
  • przyspieszony zwrot podatku VAT (w dużym uproszczeniu z 60 do 25 dni)

Czym więc to grozi? Niestety do rachunku VAT nie będziemy mieli dostępu – problem więc dotknie przede wszystkim mikroprzedsiębiorców, gdzie pogorszy się płynność finansowa firm. Trudno też nie oprzeć się wrażeniu, że system zachęt jest skierowany przede wszystkim do przedsiębiorstw mających trudności w płatnościach VAT.

Split Payment wchodzi w kwietniu 2018 roku – wtedy przekonamy się jak to na prawdę będzie działać. Mam nadzieję, że w tym przypadku będzie miało zastosowanie przysłowie „Nie taki diabeł straszny, jak go malują”